Mój przyjaciel smartfon

Dodany 21.02.2013

O depresji na szczęście mówi się coraz więcej. Choć jeszcze ciągle się ja trywializuje. Bowiem choroby związane z psychiką uważane są za mniej ważne, mniej istotne, ba! niektórzy nawet uważają je za fanaberię. Może to wpływ polskiej literatury, gdzie flukty, globusy i inne mary były raczej obśmiewane, niż skrzętnie analizowane?

W przypadku depresji najczęściej mówi się o jej psychologicznych aspektach. Nieco mniej o aspektach biologicznych. Natomiast mało lub prawie wcale nie poświęca się uwagi aspektom społecznym. A nad tymi chciałbym się pochylić.

Jeden z publicystów próbując żartować, potraktował współczesnych ludzi (jako prawdziwy macho za ludzi uważa tylko mężczyzn) jak słabeuszy, co to ani na wojnie nie powalczą, ani tura nie zabiją, a do tego siedzą skuleni na kanapach i obgryzają paznokcie ze stresu i niemocy, bo mają depresję. I boleje nad tym, że ludzi takich jest coraz więcej. A mężczyzna musi być silny, dzielny i walczyć z wiatrakami. Kobieta, wiadomo… Trochę mi żal tego Pana, bo nie wiem co chce zepchnąć, co chce ukryć, co sobie udowodnić.

Depresja jest CHOROBĄ. Chorobą, która nie wybiera. Chorobą, którą się leczy. Chorobą, z której można „wyjść”. Chorobą, która będzie nas dotykać, bo zmienił się społeczny układ sił wokół nas. Nasze więzi społeczne są jak pajęcza nić. Ledwo trzymają się nas i naszych bliskich. A my niewiele robimy, żeby to zmienić. Przyjaciela zastąpił nam smartfon. Rozmowy zostały zastąpione przez aplikacje. Pojawiają się już pierwsze wnioski z badań, dotyczących społecznego dziedziczenia depresji. Jest bowiem ogromna szansa, że jeśli nasi rodzice lub któreś z rodziców miało depresję, istnieje zwiększone ryzyko, że i my zachorujemy.

Co zatem zrobić? Nie ma złotego środka. Może trzeba wyjść na spacer z bliską osobą. Może przytulić się do psa. Może przyznać się przed sobą, że nie damy ze wszystkim rady. Może wreszcie zaakceptować siebie i swoje słabości.

Depresja jest tym rodzajem choroby, w której wyleczeniu potrzeba czegoś więcej niż kilku pigułek. Medycyna jest wspaniała, ale nie pomoże na wszystko.

 

Komentarzy

  • Barbara Matysiak 4 lata, 2 miesiące temu

    Cieszę się, że zwrócił Pan uwagę na to, że depresja do prawdziwa choroba, a nie chwilowe przygnębienie wynikające z faktu, że "rozlałam kawę i nie wyszła mi krzyżówka", a tak swój stan zwykły określać moje niektóre znajome :/ Słyszałam o społecznym dziedziczeniu biedy, depresji jeszcze nie, ale może coś w tym jest - jak córka widzi matkę, która całymi dniami nie wstaje z łóżka i nie potrafi się niczym cieszyć, to pewnie nawet podświadomie przejmuje ten sposób zachowania. Tylko ja bym za to nie winiła smartfonów - mnie one raczej pomagają podtrzymywac znajomości - w każdej chwili "złapać" koleżankę i wpaść na kawę akurat tam, gdzie przed chwilą odznaczyła się przez FB :)

  • Tomasz Sobierajski 4 lata, 2 miesiące temu

    Rzeczywiście nadużywamy tego określenia. Chyba lepsze jest po prostu kolokwialne "mam doła", prawda? Dla mnie słowo "depresja" było zawsze bardzo ciężkim i ważnym słowem.

    Smartfon jest tylko przykładem na to, że oddalamy się od siebie. Cieszę się, że FB służy też realnym, a nie tylko wirtualnym spotkaniom :-) Niestety coraz częściej widzę pary w kawiarniach, a każde z telefonem, a nie z sobą nawzajem. Co jakiś czas tylko pokazują sobie milczącą to co akurat znaleźli, albo komunikują się w stylu: "Zaraz ci prześlę, co znalazłem!". A siedzą metr od siebie! Kiedyś takie opowieści to były miejskie legendy. Dziś to rzeczywistość. Szkoda.

    Społeczne dziedziczenie depresji to bardzo świeża rzecz i ciągle trwają badania nad tym. Na pewno skłonności do depresji dziedziczymy też biologicznie, ale jak Pani słusznie zauważa, uczymy się przede wszystkim przez obserwację. I nawet jak czasami nie chcemy być tacy, jak nasi rodzice, to potem... jakoś tak wychodzi.

  • magda żmichowska 4 lata, 2 miesiące temu

    Smartfonów używać trzeba rozsądnie i świadomie - wiadomo, to tylko telefon, jednak rzeczywiście bardzo częstym widokiem w komunikacji miejskiej jest młodzież z telefonami, a nie książkami w rękach, jak kiedyś.

    "I nawet jak czasami nie chcemy być tacy, jak nasi rodzice, to potem... jakoś tak wychodzi."

    I dlatego zawsze powtarzam, że największym osiągnięciem w naszym życiu powinno być niepowtórzenie błędów naszych rodziców ;)

  • Joanna Cybula 4 lata, 2 miesiące temu

    Biorąc pod uwagę to, co widzimy za oknami przez ostatnie 3 miesiące, bardzo ważne jest aby poważnie podejść do tego tematu; zarówno depresji jak i wyżej wspomnianego "doła". Obserwując otaczających mnie ludzi widzę, jak pogoda, temperatura i brak witaminy D (czyt. słoneczka) wpływa na ich nastroje i humory. Wszystcy, jak jeden mąż, narzekają na brak energii, brak chęci do życia, brak motywacji. Idealne wyczucie czasu więc, ten artykuł. Nie dajmy się, już niedługo wiosna, a wraz z nią- nowe siły i nowa energia :)

  • verra g 4 lata, 2 miesiące temu

    przypadek; kobieta lat 33,mężatka, od przeszło 2 lat nie wychodzi z domu (dosłownie) nie widząc w tym żadnego problemu. Cała przestrzeń życiowa sprowadza się do dwóch pokoi, kuchni, łazienki. Co to jest? monstrualne lenistwo? depresja?

    • Ziuta Kowalski 4 lata temu

      Kobieta cierpi na Agrophobie !!!!

      Lekarze daja na to tabletki przeciw depresji i atakom paniki.

      Wiele slynnych osob (Hollywood), muzycy, politycy ) nagle "znikaja"....a potem wracaja.

      Nie wszyscy maja odwage aby sie przyznac.

  • Krzysztof Łabuzek 4 lata, 2 miesiące temu

    Może być i jedno i drugie. A może być szczyt szczęścia. Przez internet trudno stwierdzić. Mało danych. Depresja to nie tylko behawior dostrzegany przez innych, ale spełnienie określonych kryteriów rozpoznania. Czy wszyscy pustelnicy i mnisi kontemplacyjni mają depresję, bo nie wychodzą ze swej przestrzeni życiowej ???

    • verra g 4 lata, 2 miesiące temu

      Nigdy nie pomyślałam ze to może być sposób na życie. Zamknąć się w domu jak w klasztorze. Codziennie to samo. Czy to może dawać szczęście? Spanie do oporu, jedzenie, czytanie, internet, gotowanie, zabawa z kotami, czekanie na powrót męża. 365 dni w roku, codziennie ten sam cykl, w weekend urozmaicenie -moje odwiedziny.Gramy w planszówki, śmiejemy się, gadamy. Nie widzę tu depresji, ale jednak coś mi nie gra. Jak można nie wychodzić? Kiedyś aktywna osoba zamyka się w czterech ścianach, mieszkanie staje się centrum dowodzenia, mąż pośrednikiem załatwiającym wszystkie sprawy.Wiem że ludzie robią dziwniejsze rzeczy ale ja tego nie ogarniam.

  • Krzysztof Łabuzek 4 lata, 2 miesiące temu

    Wygląda na to, że reprezentuje Pani kulturę nowożytną, która szuka szczęścia w zmianach ciągłych. Proszę pamiętać, że kultura dalekiego wschodu zakłada, że nirwanę osiąga się nie przez ciągłą zmienność, ciągłe poszukiwanie czegoś, ale poprzez monotonność, stabilność, powtarzalność. Dlatego mnisi buddyjscy zamiatają miotłą krużganek 10 godzin dziennie, przez cały rok, całe życie i są szczęśliwsi niż większość uczestników tego bloga. Jestem o tym święcie przekonany! Brak dyskusji, brak metaanaliz, brak twardych dowodów na skuteczność. Bo o czym dyskutować, bo o czym metaanalizować, bo twarde to twarde, a miękkie to miękkie...... Wszystko przeca jest już od dawien dawna jasne.

    • verra g 4 lata, 2 miesiące temu

      Nikt nas nie przekona że białe jest białe a czarne jest czarne jak powiedział pewien wielbiciel kotów. Nie lubię zmian. Zmiany oznaczają zetknięcie z czymś nowym, nieznanym, zakłócają poczucie bezpieczeństwa.W otoczeniu które znam poruszam się swobodnie, po ludziach których znam wiem czego się spodziewać. Ale zmiany są potrzebne chociaż czasem bolą.Odizolowanie się od świata niczego nie załatwia, może dawać złudne poczucie bezpieczeństwa, ale wcześniej czy pózniej się zemści. Im dłużej trwa tym trudniejszy powrót do rzeczywistości.

Nowy komentarz