Oglądasz posty dodane przez Krzysztof Łabuzek

Z czego składa się prawdziwy doktor. Czy tylko z wody i EBM ?

Dość trudno oddać w języku polskim charakter skrótu EBM (Evidence-based medicine), dlatego w Polsce próbuje się stosować skrót POWAP (Praktyka Medyczna Oparta na Wiarygodnych i Aktualnych Publikacjach). Skrót dość jednak niefortunny i trochę zabawny, a ponieważ wrażenie to podziela większość lekarzy, więc średnio przyjął się on w polskiej medycynie. Podobnie zresztą jak nazwa: Urządzenie Wysokociśnieniowe z Myjką Ręczną nigdy w Polsce nie zastąpi słowa „Karcher”. Ostatnie słowo skrótu EBM oznacza, że postępowanie dotyczy „Medicine”. I to jest dość jasne, że używając tego skrótu zawsze mamy na myśli nauki medyczne, a nie na przykład socjologiczne, filozoficzne czy techniczne. Środkowa literka oznacza, że ta ostatnia oparła się o tę pierwszą, czyli o „E”. A „E” ma bardzo wiele znaczeń. Evidence to dowód, dane, świadectwo, oczywistość, dokumentowanie, świadek. Znaczeń wiele, ale zawsze chodzi o dane naukowe, czyli generalnie o badania naukowe mające być dla lekarza dowodem pewnym, świadectwem, udokumentowaną oczywistością. Mają one stanowić podstawowy fundament, jak biblijny Piotr Opoka, na podstawie którego lekarz podejmować ma zawsze trafne decyzje kliniczne. Problem polega jednak na tym, że ilość badań, które przeprowadza się rocznie na świecie jest tak ogromna, że praktycznie przeciętny lekarz pracujący kilkanaście godzin dziennie, włączając w to soboty i niedziele, nie ma żadnych szans na ogarnięcie nawet swojej jednej „działki”, nie mówiąc o próbie „liźnięcia” fragmentów innych specjalności. Dodatkowo sprawę zaciemnia statystyka, która rozrosła się do granic przypominających osobną naukę ścisłą. Zatem umiejętność czytania ze zrozumieniem wyników takich badań, a zwłaszcza oceny pod kątem wiarygodności i znaczenia klinicznego takich danych wymaga nie lada wypoczętej głowy i mnisiego skupienia. A dane z badań naukowych to tylko jeden z elementów kształtujących prawidłową postawę zawodową lekarza. Trzeba przecież wiedzieć dla jakiej grupy chorych opanowana diagnostyczno-terapeutyczna wiedza będzie się najlepiej sprawdzać. Czyli trzeba dobrze rozpoznać sytuację kliniczną i postawić właściwą diagnozę. Mówiąc nieco jaśniej, co z tego, że będziemy znali metody postępowania w ostrym zawale serca, oparte o najnowsze dane naukowe, o EBM, jeśli nie będziemy umieli rozpoznać zawału na izbie przyjęć. Będziemy mieli głowę pełną takiej wiedzy, ale przeoczymy potencjalnego kandydata, bo nie będziemy umieli zebrać wywiadu ani ocenić zapisu EKG. Gorszą jeszcze sytuacją jest nieprawidłow „nadrozpoznanie” danej choroby, danego stanu i wdrożenie nowoczesnego, zgodnego z EBM postępowania, u człowieka , który potencjalnie jest prawie zdrowy. I w tej sytuacji kolosalne znaczenie mają indywidualne umiejętności oraz doświadczenie leczącego. Znajomość najnowszych badań diagnostycznych i zasłanianie się młodych lekarzy EBM nic tu nie pomoże. 10-20-30-40-letnie doświadczenie zawodowe i „czucie i wiara” są zawsze niezastąpione. Nie bez kozery Indianie w dawnych czasach mieli Radę Starszych. Młodzi wojownicy zmieniali łuki na strzelby, kamienne tomahawki na hartowane ostrza, konie na samochody, sposoby skalpowania bladych twarzy zmieniały się również wielokrotnie, aby nadążyć za panującą modą, ale zawsze na końcu pytano o radę siwych „dziadków” z Rady Starszych. Kiedyś mój znajomy filozof powiedział mi, że jeśli stoi się na balkonie na 80 piętrze wieżowca, to okolica wygląda zupełnie inaczej, niż na przykład z piętra 25. Do mnie to przemawia.

Recepta. This is it!

Był poniedziałek, godzina 23:30. Siedząc na werandzie w starym, wysłużonym, ratanowym fotelu, powoli sączyłem chłodne Petit Chablis (Jean Marc Brocard, rocznik 2009), które tej nocy, w swym bukiecie wydawało mi się szczególnie świeże i złożone, jednocześnie delikatnie owocowo-kwiatowe, o wyraźnie wyczuwalnym aromacie zielonego orzecha włoskiego, miodu i korzeni, a w swym finiszu pozostające ciągle pełne, wręcz migdałowe, przypominające nieco zapach świeżo skoszonej trawy. W swoje nozdrza wciągałem gęstą, mentolową atmosferę nadciągającej kolejnej, październikowej nocy. Na przeciw błyszczała jasna, prawie pełna facjata luny, która bez najmniejszego wstydu, wręcz bezczelnie oplata mnie rzemykami przydymionych swoich spojrzeń. Ta nabrzmiała atmosfera mogłaby z powodzeniem przejść z fazy plateau w fazę mentalnego szczytu, i zwykle tak się dzieje, jednak tego wieczoru pewna rzecz mnie ograniczała. Była to jedna z podstawowych wielkości fizycznych, tzw. parametr stanu, która stanowi miarę stopnia nagrzania ciał. Była to temperatura. Tej nocy, to ona sprawiła, że mimo prawidłowo prowadzonej, bo przewlekającej się gry wstępnej, tak pięknie opisywanej przez Owidiusza w „Ars Amatoria” (43 r. p.n.e - 18 r. n.e.), moje emocje nie eksplodowały. 4 stopnie, wg Andersa Celsjusza. W październiku, wg kalendarza gregoriańskiego. Obrzydliwie chłodno, wg mnie. Oziębłość otaczającej natury wraz z Petit Chablis zwiotczyły moją świadomość na tyle, że w głąb mojej głowy zaczęły wkręcać się niezauważane i pomijane dotąd, a dochodzące z wnętrza salonu dźwięki nokturnu Es-moll opus 9 nr 2 Fryderyka Chopina, w wykonaniu Joaquin’a Achucarro. Cały ten jednoczasowy melanż dopadł mnie wreszcie, i sprawił, że nieme dotąd płaty czołowe mojego mózgu dały o sobie znać. Niczym starodawny epidiaskop zaczęły one wyświetlać na białym płótnie mojej kory wzrokowej obrazy przygarbionych wierzb w Żelazowej Woli, zawieruchę, błoto i deszcz, mimo wciąż trwającej przecież polskiej, pięknej i złotej jesieni. Soczewka mojego projektora, oprócz tej melancholijnej, posiada jednak dodatkową, zawodową krzywiznę, która bardziej odpowiada wygiętemu grzbietowi węża Eskulapa (Zamenis longissimus), zdecydowanie bardziej, niż klasycznej krzywiźnie soczewek produkowanych przez Carla Zeissa. Ta moja, zaberrowała obraz cytowanej jesiennej zawieruchy dodając do niej majaczące kształty zainfekowanych, czerwonookich i kichających pacjentów, którzy nagle, tłumnie i ochoczo wyrażają chęć spotkania się ze swym ukochanym doktorem. Większość z nich, niczym lipcowy grad w Bisztynku, zasypuje mnie pytaniami, częściej można rzec mitami, zawierającymi słowo „grypa”, które odmieniane zostaje przez wszystkie formy, przypadki, liczby oraz kilka języków, najczęściej spotykanych w nowożytnej literaturze. Takie chwile sprawiają, że mogę, choć na chwilę, poczuć się jak prawdziwy przewodnik, nauczyciel, opiniotwórca, autorytet, mistrz, pomazaniec, wybraniec i współczesny celebryta, który w przytulnym zakątku stylowej, pachnącej kurzem księgarni swojego umysłu rozdaje podpisane zielonym atramentem dzieło, rodzaj tory, którego jest autorem. A przed nim, niczym krętowłose i długonogie (a może na odwrót) nastolatki przed koncertem Beatlesów, kłębią się tłumy pacjentów żądnych otrzymać choćby jeden z sygnowanych manuskryptów, po lekturze którego nic już nie będzie takie jak przedtem. Prawidłowo wypisana recepta. To jest to.

Farmaceutyczny inkrementalizm, Nowy Porządek Świata, Globalne Ocieplenie, Illuminaci, Masoneria, Reptilianie, Faceci w Czerni

Wedle cytowanych niżej źródeł, ludzi o osobowości paranoicznej można nazwać chorymi. Choroba bowiem, która stanowi jedno z podstawowych pojęć medycznych, ogólnie określa każde odstępstwa od pełni zdrowia, czyli jest odwrotnością zdrowia. „Stara” definicja WHO z 1974 stwierdza, że „zdrowie jest stanem pełnego dobrego samopoczucia ("dobrostanu") fizycznego, psychicznego i społecznego, a nie tylko nieobecnością choroby czy niedomagania”. Dokładne zdefiniowanie stanu chorobowego związanego z osobowością paranoiczną jest tak samo trudne, jak sprecyzowanie stanu pełni zdrowia każdego z nas, właśnie w aspekcie osobowości. Wiadomo jednak, że ludzie tacy charakteryzują się pewnymi cechami osobowości, które, jeśli się o nich wie, dość łatwo rozpoznać.

Does semen have antidepressant properties?

Ciekawy artykuł znalazłem w bazie PubMed’u, który przy pierwszym czytaniu rozśmieszył mnie do nieprzytomności, w kolejnym skłonił do refleksji, aż w końcu rozbudził wielopłaszczyznowe marzenia badawcze, które w nocy utrwaliły się jako marzenia senne. Does semen have antidepressant properties? Czy męskie nasienie posiada właściwości przeciwdepresyjne ? (Gallup GG Jr, Burch RL, Platek SM. Arch. Sex. Behav. 2002, 31:289-293, Department of Psychology, State University of New York at Albany, New York, USA).

F60 nie w motoryzacji.

    Czym właściwie jest osobowość ? Według „Słownika Encyklopedycznego Edukacja Obywatelska” (R. Smolski, M. Smolski, E. H. Stadtmüller, wyd. Europa, ISBN 83-85336-31-1, 1999) osobowość to zbiór względnie stałych, charakterystycznych dla danego człowieka cech i właściwości, które wyznaczają jego zachowania i pozwalają odróżnić go od innych. Jako te cechy słownik rozumie m.in. tożsamość, mentalność, potrzeby, postawy, inteligencję.