Czy otyłość można leczyć chirurgiczne?

Nadmierne odżywienie uważane jest obecnie za stan chorobowy. Na naszych ulicach spotykamy coraz więcej osób z problemem nadwagi, otyłości, w tym również otyłości patologicznej (olbrzymiej), czyli takiej, w której człowiek przyjmuje kształt fizycznie idealny, czyli zbliżony do kuli. Niestety, w znacznej mierze choroby te wynikają z niewłaściwej tzw. higieny odżywiania.

Dobrze jest mieć w kuchni ostry nóż, ale czy ostry brzuch też ?

Wg definicji medycznej pod pojęciem ostrego brzucha rozumiemy „ból brzucha trwający krócej niż 1 tydzień, który nie był uprzednio diagnozowany ani leczony oraz który wymaga hospitalizacji chorego”. Przyczyny tegoż zjawiska można podzielić na chirurgiczne, niechirurgiczne i ginekologiczne. Najczęstsze chirurgiczne przyczyny ostrego brzucha to: ostre zapalenia - na przykład wyrostka robaczkowego, pęcherzyka żółciowego (zwanego z resztą często i błędnie woreczkiem), trzustki, kolka (żółciowa, nerkowa, moczowodowa), perforacja wrzodu trawiennego, uwięźnięta przepuklina, niedrożność jelita cienkiego, zator lub zakrzep naczyń krezki jelita, ostre zapalenie uchyłków jelita z przedziurawieniem, krwotok do przewodu pokarmowego. Te nie związane z chirurgią to: schorzenia układu sercowo-naczyniowego (tętniak aorty, zawał serca), schorzenia układu pokarmowego (np. zapalenie wątroby, błony śluzowej żołądka), układu moczowo-płciowego (np. zakażenie dróg moczowych, zapalenie nerek), układu nerwowego (np. wiąd rdzenia), szeroko rozumianego układu metabolicznego (cukrzyca, mocznica, porfiria), niektóre nowotwory, a nawet półpasiec czy malaria. Przyczyny ginekologiczne zaś to: ciąża pozamaciczna, skręt, pęknięcie, zakażenie torbieli jajnika, endometrioza, zapalenie tzw. przydatków. Nawet zwykły ból owulacyjny czy menstruacyjny (przy endometriozie) u niektórych kobiet może wywołać silne dolegliwości do złudzenia przypominający ostry brzuch.

Czy kobieta może mieć woreczek?

Pęcherzyk żółciowy zwany potocznie i niesłusznie woreczkiem żółciowym jest narządem, który może w odpowiednich warunkach sprawić każdemu z nas wiele problemów. Jego zadaniem jest gromadzenie żółci i „wyciskanie” jej przez drogi żółciowe w odpowiednim momencie do jelita cienkiego. Żółć to płyn, o którym można napisać osobny felieton, jednak ogólnie rzecz ujmując, odpowiada ona za właściwe trawienie i wchłanianie tłuszczy z przewodu pokarmowego. Niestety w pewnych okolicznościach w świetle pęcherzyka, jak też i w drogach żółciowych dochodzić może do tworzenia z żółci złogów, nazywanych potocznie kamieniami żółciowymi. Klinowanie się tych złogów w szyi pęcherzyka (wąskie przejście pęcherzyka w przewód łączący go  drogami żółciowymi) może prowadzić do objawów kolki żółciowej (silny ból pod prawym łukiem żebrowym promieniujący często pod prawą łopatkę – najczęściej po posiłku). Czasem po zastosowanych lekach rozkurczowych (takich jak np. drotaweryna) ból chwilowo mija, bowiem złóg wtedy przemieszcza się odrobinkę i odblokowuje szyję pęcherzyka. Czasem jednak, gdy ktoś ma życiowego pecha, zdarza się, że dojść może do trwałego zaklinowania się złogu. Taka sytuacja prowadzi do zapalenia pęcherzyka żółciowego. Pęcherzyk powiększa się wtedy znacznie (tworząc czasem tak zwany wodniak), a w przypadku zakażenia bakteryjnego dochodzi dodatkowo do zakażenia żółci. I oto mamy do czynienia z bardzo poważnym problemem, jakim jest ropniak pęcherzyka żółciowego.

Czy można żyć bez trzustki ?

Parę dekad temu trzustka była narządem, którego chirurgowi nie wolno było nawet dotknąć w czasie operacji, a i spojrzeć nań można było jedynie z wielką ostrożnością. Panowało wtedy powszechne przekonanie, że choroba trzustki zawsze kończy się źle. Trzustka, to rzeczywiście ważny narząd, odpowiedzialny za wiele kluczowych funkcji, takich jak produkcja enzymów trawiennych i insuliny. Na szczęście, dzięki postępowi farmakologii obecnie dostępne są leki, które mogą zastąpić substancje wydzielane przez trzustkę. Dzięki temu, w razie potrzeby, chirurdzy mogą ten narząd usunąć w całości. Dostarczane z zewnątrz enzymy trawienne w pigułkach z powodzeniem zastępują te, które powinny być wydzielane przez usuniętą trzustkę, natomiast insulina podawana podskórnie z powodzeniem reguluje poziom glukozy, zapobiegając w ten sposób powikłaniom związanym u usunięciem tego narządu. Dzięki temu chory wyedukowany przez odpowiedniego dietetyka oraz diabetologa może samodzielnie regulować poziom glukozy we krwi i żyć bez większych problemów.

Ludzkość wykończy się sama, czyli o tym, że prawdziwej kupy już nie ma

W naszym organizmie, głównie na terenie przewodu pokarmowego, żyją tryliony bakterii, grzybów i innych tego typu stworów, a co najciekawsze, ich ilość znacznie przewyższa ilość komórek całego naszego organizmu. Czyli biorąc po uwagę zasady zdrowej demokracji, czyli niesprawiedliwej przewagi większości nad uciśnioną mniejszością można by stwierdzić, że ten pojedynczy człowiek żyje w zasadzie dla kolonizujących go bakterii i jest dla nich jedynie osłonką, rodzajem inkubatora, wektorem służącym ich przetrwaniu. W zależności od tego, w jaki sposób rzeczone mikroby się zachowują, w jakich są między sobą proporcjach i co ewentualnie produkują, człowiek prawidłowo funkcjonuje lub nie. Obecnie uważa się, że choroby takie jak: autyzm, alergie, astma oskrzelowa, zapalne choroby jelit, cukrzyca i otyłość powodowane mogą być właśnie złą sąsiedzką współpracą zachodzącą w naszych wnętrznościach. Tak przynajmniej twierdzi niejaki Rodney Dietert, ekspert w dziedzinie zdrowia w Szkole Medycyny Weterynaryjnej Uniwersytetu Cornell w NY w USA. Zauważa on, że liczba 8 letnich dzieci z autyzmem wzrosła w ciągu ostatnich 2 lat z 1 na 88 do 1 na 68 (wg danych opublikowanych w marcu 2014 przez amerykańskie Centrum Kontroli i Prewencji Chorób). Przyczyna tej choroby pozostaje wciąż niejasna, natomiast nowe badania wskazują, że dzieci z autyzmem posiadają w swym wnętrzu inny garnitur drobnoustrojów w porównaniu do zdrowych dzieci. Podobne obserwacje dotyczą dzieci zapadających na cukrzycę, których procent wzrósł z 20 do 30 w latach 2001-2009. Z czego właściwie wynika obserwowana różnica w składzie i jakości drobnoustrojów u badanych dzieci, pyta ekspert dr Dietert? Najprawdopodobniej udział w tym procederze biorą wszechobecnie dodawane do jedzenia chemikalia (konserwanty, środki ochrony roślin, barwniki, antybiotyki, sterydy anaboliczne), ale również nagminnie przeprowadzane cesarskie cięcia (jedno na trzy z amerykańskich dzieci rodzi się w ten właśnie sposób, co uniemożliwia „zaszczepienie„ prawidłowej flory bakteryjnej obecnej w drogach rodnych kobiety na skórę „jałowgo” przecież noworodka), niekarmienie piersią, stosowana luźną ręką antybiotykoterapia w czasie ciąży oraz u małych dzieci (zamiast na przykład baniek). Wg innego badacza, też z Nowego Jorku, dr Martina Blasera zaburzenie tej subtelnej i dynamicznej choreografii mikrobowych mieszkańców wnętrza naszych dzieci w okresie ich rozwoju trwale zmienia i wykoleja prawidłowy rozwój układu immunologicznego oraz nerwowego. Co zatem robić? Należy pamiętać, że antybiotyki to poważne leki, mają one ratować życie i po to zostały stworzone. Ale niestety, my doktory, nie do końca i nie zawsze umiemy rozsądnie nimi żonglować. Czasem zwyczajnie, jak przed wiekiem trzeba poczekać i dać czas naszym (i dzieci) siłom odpornościowym, aby same się pozbierały, zmobilizowały, zagorączkowały, zropiały ewentualnie i wyleczyły (tzw. restitutio ad integrum). Nie można gnać za wszelką cenę do roboty, czasem trzeba poleżeć, pokaszleć, postawić bańki, zastosować oscillococcinum (to był żart oczywiście). A może trzeba położyć większy nacisk na szczepienia, aby nie trzeba było później leczyć bakteryjnych powikłać? W każdym razie coś trza zrobić, ponieważ przed nami szykuje się era tragicznych, globalnych powikłań związanych z wszechobecną antybiotykoterapią. My może nie, ale nasze dzieci mogą dożyć czasów, w których drobna i na pozór niegroźna infekcja będzie dla nich śmiertelna. A wtedy zawdzięczać to będą nam, czyli wtedy już dziadkom, a my, jako te dziadki powiemy: a trzeba było......