F60 nie w motoryzacji.

    Czym właściwie jest osobowość ? Według „Słownika Encyklopedycznego Edukacja Obywatelska” (R. Smolski, M. Smolski, E. H. Stadtmüller, wyd. Europa, ISBN 83-85336-31-1, 1999) osobowość to zbiór względnie stałych, charakterystycznych dla danego człowieka cech i właściwości, które wyznaczają jego zachowania i pozwalają odróżnić go od innych. Jako te cechy słownik rozumie m.in. tożsamość, mentalność, potrzeby, postawy, inteligencję.

F60 w motoryzacji

W sezonie 2009 zespół Scuderia Ferrari, który był głównym konstruktorem, po raz pierwszy zademonstrował bolid Formuły 1 o nazwie Ferrari F60. Został on zaprojektowany przez zespół, w skład którego wchodzili: Aldo Costa, John Iley oraz Nicolas Tombazis. Jego nadwozie zbudowane jest z kompozytu włókna węglowego o strukturze plastra miodu, posiada przednie i tylne niezależne zawieszenie z popychaczami aktywującymi sprężyny skrętne. Silnik to prawdziwy majstersztyk: 2.4 litra pojemności, w układzie V8 plus tzw. KERS (Kinetic Energy Recovery System), czyli system hamowania elektrodynamicznego z odzyskiwaniem energii. System ten po raz pierwszy został zastosowany właśnie w tym bolidzie. Skrzynię biegów stanowi półautomatyczna elektronicznie kontrolowana sekwencyjna jednostka typu quick-shift, ułożona podłużnie, z dyferencjałem z ograniczonym poślizgiem, a posiada ona 7 biegów plus wsteczny. Koła F60 to 13-to calówki ze stopu metali lekkich typu BBS (BBS Kraftfahrzeugtechnik AG). Za kierownicą Ferrari F60 zasiadały takie gwiazdy, jak:Felipe Massa, Luca Badoer, Giancarlo Fisichella i Kimi Räikkönen. A w przyszłym tygodniu postaram się wyjaśnić, co oznacza skrót F60 w medycynie.

Janko Muzykant.

Właśnie minął kolejny zachmurzony weekend, a ja, zamiast walczyć w szpitalu, siedzę w domu i oglądam setny raz Spidermena. Mój synek nie poszedł do przedszkola z powodu tzw. infekcji kataralnej. Jak tylko po wakacjach zaczął znowu chodzić do przedszkola złapał kolejna już jakąś paskudę, i kaszle, i smarka i kicha. Na szczęście na razie jeszcze bez gorączki, ale w kondycji ogólnej jest dość niewyraźnej. Oczywiście jako świadomy rodzic i lekarz faszeruję go różnymi witaminami, sokami z cebuli, tranami, czosnkami, actitrinami, pulneoami, efedrynami, piniami, acodinami, ibupromami, inhaluję go mukosolvanem i pulmicortem i wodą z Rabki. A mimo to gość ciągle kaszle, i smarka i kicha. I taka mnie refleksja naszła, i tak się zastanawiam, czy te wszystkie tzw. leki stosowane w tzw. błahych infekcjach kataralnych w ogóle działają ??? Ja przynajmniej tego nie zauważam. A jak to było 100 lat temu, zastanawiam się, w wiejskiej chacie? Gdy dziecko zaczynało smarkać, to dostawało gorące mleko z masłem i czosnkiem. I pod pierzynę, na zapiecek, aż się tam wygorączkowało, wykaszlało, wysmarkało i wyzdrowiało. O ile miało więcej szczęścia niż Janko Muzykant. A ja teraz ładuję w biedną wątrobę mojego synka stosy syropów, kropli i tabletek i mam nieodparte wrażenie, że i tak przebieg tej infekcji jest taki sam, jak co roku, i pewnie jak przed wiekami. Więc może odstawić mu tę całą chemię? Może pozwolić organizmowi, żeby się sam wyleczył? Przecież to tylko kaszel i katar. Nie. Nie da rady. Takie mamy czasy. Żyjemy w świecie, w którym na każde "coś", co nam dolega, mamy inne "coś", co należy zastosować. Tak mówi prasa, telewizja, radio i niestety my, lekarze. Masz biegunkę, weź loperamid, masz zatwardzenie, weź xennę, masz gorączkę, weź ibuprofen, boli cię głowa, weź pyralginę, masz okres, weź nospę, nie masz, zrób sobie test, kaszlesz, weź acodin, nie kaszlesz, weź flegaminę, smutno ci, weź persen, za wesoło ci, wypij szklankę wody, nie śpisz, weź relanium, śpisz, napij się redbula.

Białe, czarne, szare...

Konwencja naszego portalu zakłada, że każdy mit w końcu muszę obalić lub podtrzymać, muszę ostatecznie rozstrzygnąć czy dobry lub zły, biały lub czarny, ciepły lub zimny. Wy, Drodzy Internauci, jesteście jak prokuratorzy i adwokaci, natomiast ja muszę być sędzią. Muszę w końcu skazać lub ułaskawić. Chcę jednak, abyście wiedzieli, że nie zawsze będzie mi to przychodziło z łatwością. O ile nauki matematyczne, fizyczne, chemiczne, a nawet biologiczne dążą do tego, aby można było je zapisać w systemie binarnym, zerojedynkowym, o tyle w medycynie takie próby nie do końca się sprawdzają. Oczywiście narażę się tymi słowami wszystkim wielkim, którzy wymyślają restrykcyjne definicje, ustalają konsensusy oparte o EBM, z których następnie powstają wytyczne i algorytmy postępowania. W medycynie jednak wszystko kręci się wokół człowieka, a on składa się nie tylko z ciałka, ale też z rozumku, przynajmniej w większości przypadków. I właśnie z tego powodu niejednokrotnie określenie, że coś jest tak lub tak, nie do końca jest możliwe. Jak w szkole fotografii klasycznej, czerń i biel łatwo jest zdefiniować, ale pośrednie szarości już znacznie trudniej. I w medycynie nie wszystko umiemy jednoznacznie rozstrzygnąć, właśnie z powodu istnienia rzeczonego dualizmu. Ciało i rozum. Rozum i ciało. Jak to mówią Indianie, życie jest sztuką ciągłego wyboru, a mnie przypadło w zaszczycie decydować między podtrzymaniem, a obaleniem danego mitu. Piszę Wam o tym dlatego, żebyście Szanowni Internauci nie mieli mi za złe, że czasem werdykt dotyczący mitu będzie biały, a uzasadnienie... ciemnoszare. Tak czasem będzie. Przykład z życia? Czy mydło wysusza skórę? Tak, jeśli myślimy o skórze, jako samym naskórku (epidermis), czyli o tym, co bezpośrednio obserwujemy w lustrze, czego dotykamy palcem. Ale nie, jeśli myślimy o skórze w pojęciu anatomicznym, przekrojowym, w schemacie której większość stanowi skóra właściwa (dermis). Czy papierochy "light" są mniej szkodliwe? Nie, bo klasyczny palacz nałogowy będzie ich palił znacznie więcej, niż zwykłych "mocnych". Ale tak, gdy weźmiemy pod uwagę jedną jedyną sztukę papierosa "light", z którego wdychamy znacząco mniej substancji smolistych niż z "ekstramocnego".

Pierwsze przemyślenia...

Właśnie mijają pierwsze dni istnienia naszego fajnego portalu i muszę powiedzieć, że z dnia na dzień jestem coraz bardziej zaskakiwany mitami, o istnieniu których wcześniej nie miałem pojęcia. Tym bardziej cieszy mnie fakt, że wspólnie będziemy o nich rozmawiali. Drodzy internauci zaczynają mnie stopniowo przyciskać i zmuszać do wertowania naukowych stron internetowych oraz do odgrzebywania we własnej głowie dawno nabytych teoretycznych pokładów ludzkiej fizjologii. Cieszę się również z tego, że pewne mity zgłaszane są przez "profesjonalistów" i zahaczają o naprawdę fundamentalne teorie medyczne. Choćby mit o RZS i kalectwie, do którego może prowadzić. Szacun. Naprawdę.